Menu Zamknij

Gromphadorhina portentosa – Karaczan madagaskarski

366 dni i 369 zwierzątek. Oto jesteśmy. Odjechane zwierzątka istnieją już równo rok!

Od 4 marca 2019 codziennie piszę dla was post, nie przeszkodził mi w tym nawet kilkudniowy wyjazd terenowy ani żadne choróbsko.  Niektórzy z was są tu od początku, niektórzy może od tygodnia. Mam nadzieję, że wszystkim podoba się tak samo, czyli BARDZO.

Z tej wyjątkowej okazji jaką jest okrągła rocznica zrobię taki może dziwniejszy, może fajniejszy, może nietypowy tydzień. Czeka was kilka niespodzianek. W międzyczasie możecie jednak przeczytać sobie dzisiejszy wpis, o takim odjechanym zwierzątku, które nawet zdarzyło mi się hodować.

Gromphadorhina portentosa – Karaczan madagaskarski

Wszystkie stwory z Magadaskaru są świetne, ale Gromphadorhina portentosa są personalnie dla mnie naprawdę wyjątkowe. Generalnie, ludzie nie lubią karaluchów, jakoś tak po prostu. Wystarczy jednak jedno pogłaskanie takiego madagaskara i już się zakochacie, gwarantuję.

Po angielsku, nasi dzisiejsi gości znani są jako „madagaskarskie karaluchy syczące”. Swoją nazwę zawdzięczają nietypowej umiejętności wydawania syczącego dźwięku za pomocą ostatniej pary przetchlinek. Dźwięk wynika z zamierzonego wypchnięcia z nich powietrza i pojawia się w trzech wypadkach: bycia zaatakowanym, spotkania kolegi/koleżanki lub zwyczajnego zaniepokojenia.

To ostatnie to na przykład wiecie, siedzicie sobie kulturalnie i spokojnie w pojemniku, pod przytulną wytłoczką na jajka – a tutaj nagle hodowca zdecyduje, że będziecie pokazywani dziecku sąsiadów. Najgorzej, prawda? Po prostu no trzeba syknąć, co by to dziecko sąsiadów się przestraszyło.

Syczenie co prawda przestraszy jakieś dziecko i może przestraszyć drapieżnika, jednak brzmi wyjątkowo przyjacielsko dla innych przedstawicieli Gromphadorhina portentosa.

Karaczany madagaskarskie, oprócz możliwości straszenia dziecka sąsiadów, posiadają jeszcze więcej zalet w hodowli. Są duże i (stosunkowo) powolne, nie latają, nie gryzą, jedzą prawie wszystko. Łatwo można nawet odróżnić płeć – samce posiadają zdecydowanie bardziej wyraźne wybrzuszenia na przedpleczu.

Takie wybrzuszenia w sam raz do głaskania!

Zdjęcie, wyjątkowo, własne.
P.S. Kolorki na większym karaczanie to oznaczenie osobnika, od razu odpowiadam na pytanie.

Opublikowany wOdjechane okazje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *