Menu Zamknij

Odjechana symbioza – Ptasznik i żaba

Była kiedyś taka bajka jak Księżniczka i żaba. Przed wami część druga, czyli Ptasznik i żaba.
Chiasmocleis royi i jej ośmionogi właściwiel Pamphobeteus pojawili się tutaj z okazji 6 tysięcy fanów, ponieważ zwyczajnie nie wiedziałam, w jakiej innej kategorii umieścić to zdjęcie. Bo co można powiedzieć o takiej symbiotycznej relacji?
Relacja tych dwóch zwierzaków jest tak fajnym przykładem mutualizmu, że moje biologiczne serduszko płacze ze wzruszenia. Gdzieś, w głębokiej dżungli Południowej Ameryki, płazy żyją w strachu. Jeśli nie jesteś jadowity (lub takiego nie udajesz), możesz zostać pożarty przez wszystkich, zaczynając od węży, a kończąc na odpowiednio dużych pająkach. Chiasmocleis royi i co niektóre podobne jej Chiasmocleis żyją jednak według przykazania „Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej”. Bo już nie da się bliżej, jeśli z wrogiem mieszkasz.
Te uroczy gatunek płaza jakim jest Chiasmocleis royi występuje, dodatkowo całkiem licznie, w norach Pamphobeteus. Ten całkiem duży pająk zupełnie nie ma nic przeciwko, pomimo faktu, że rzuca się na każdego innego płaza w zasięgu wzroku. Długoterminowy pobyt tej małej żabki w norze tego stawonoga jest widocznie dla niego znacznie korzystniejszy niż jednorazowy posiłek. Chiasmocleis royi, jak większość płazów, charakteryzuje się małymi rozmiarami i dużym apetytem. Jest też troszkę leniuszkiem, wybiera więc dowóz do domu, a konkretniej: larwy pasożytujące na ciele swojego pajęczego gospodarza. Te smakowite mini-muchówki są świetnym posiłkiem dla żaby, a prawdziwym problemem dla gospodarza. Co wy, myślicie, że łatwiej się podrapać, jak ma się tyle nóg? A gdzie tam.
Ta nasza Chiasmocleis royi jest na tyle pożyteczna, że nie zjadają jej nawet dzieci gospodyni, które (nietypowo dosyć dla pająków) pomieszkują z matką pewien czas po przyjściu na świat. Cała ta zgraja szczęśliwie żyje sobie w jakiejś podziemnej norce. Dla pająków oznacza to kolejny dzień bez pasożytów. A dla naszej żabki?
Kolejny dzień nie bycia zjedzonym. Hurra!

Autor: Emanuele Biggi

Opublikowany wOdjechane okazje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *