Menu Zamknij

Kuoka krótkoogonowa – Setonix brachyurus

Dzisiaj takie oto stworzonko, czyli endemiczny dla Australii torbacz wielkości domowego kotka.
Kuoka jest przede wszystkim jednym lądowym ssakiem dla niewielkiej wyspy Rottnest, położonej o 20 kilometrów na zachód od kangurzego kontynentu. Kiedy odkryto ją w siedemnastym wieku, nazwano „królem szczurów” i popłynięto dalej. Wtedy ludzie po prostu nie wiedzieli, jaki potencjał influencerski mają nasze ssaki z rodzaju Setonix.
Po wpisaniu #quokka w wyszukiwarkę na Instagramie, otrzymamy ponad 140 tysięcy wpisów, w których zdjęcia prześcigają się w uroczości. Futerko, duże oczka, uroczy nosek… normalnie prawie można SIĘ NABRAĆ!
Bo chociaż te przyjazne i w większości przyzwyczajone do ludzi zwierzęta świetnie wyglądają na ludzkich selfie, zdecydowanie urocze nie są.
Przede wszystkim, kuoki to prawdziwi oportuniści. Nosem wyczuły interes turystyczny i pozwoliły ludziom na wybudowanie restauracji, sklepów z pamiątkami i hotelików nad brzegiem oceanu. W zamian za kilka selfie, kuoki bez problemów regularnie posilają się w pobliżu wyżej wymienionych przybytków. Pełno tam przecież estetycznych krzaczków i kwiatków, które można wszamać; albo ewentualnie uciec się do kradzieży ludzkich przekąsek.
A kiedy już kuoka zabierze wasze ulubione herbatniki, to nie możecie nawet nic zrobić. Możecie spróbować oczywiście, ale dostaniecie mandat wysokości 1200 złotych. Kuoka ma zapewnioną prawem nietykalność, zamierza więc wcinać wasze herbatniki, bezczelnie się szczerząc.
Uznajmy jednak, że decydujecie się na tę kosztowną konfrontację i próbujecie odebrać wasze dobra takiemu małemu torbaczowi. Kuoka została ewolucyjnie wyposażona w całkiem ostre zęby, pazury i wredny charakter. Ten wredny charakter szczególnie się przydaje, kiedy dwie poprzednie metody nie zadziałają.
Kuoki właściwie nie posiadają żadnych naturalnych wrogów, nie bardzo rozumieją więc pojęcie „ucieczka”. Pewna styczność z lisami, kotami czy niezbyt fajnymi ludźmi pomogła im nauczyć się jednak, że w czasie ucieczki, warto pozbywać się zbędnego balastu. Jasne, ludzie porzucają na przykład torbę czy plecak, a kuoki – dziecko. Nic przecież bardziej nie przeszkadza niż płaczące maleństwo w torbie między nogami. Matki wyrzucają więc młode na pastwę drapieżników i zwiewają gdzie pieprz rośnie, niezbyt przejęte stratą. Kolejna zapłodniona na zapas komórka jajowa już następnego dnia rozpocznie swój rozwój.
Wytworzenie nowej dywersji typu „Wyrzuć dziecko i uciekaj” potrwa co prawda kilka miesięcy, ale warto. Nic tak nie zaskoczy drapieżnika jak beznadziejne rodzicielstwo.

Źródło: iNaturalist
Dzisiejsze odjechane zwierzątko nadesłała Julia Maria Kożuchowska.

P.S. Wiem, zepsułam wam kuoki. Podpowiedzcie, jakie inne zwierzątka jeszcze mogę wam zepsuć!

Opublikowany wSsaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *