Menu Zamknij

Turritopsis dohrnii

M trudno uwierzyć, że jest was tutaj już cztery tysiące, więc wam na pewno będzie trudno uwierzyć, że te (niezbyt) imponujące kilkaset pikseli to zdjęcie jednego z najbardziej niezwykłych stworzeń na świecie. Otóż Turritopsis dohrnii w którymś momencie swojego życia stwierdziła, że umieranie ze starości nie jest dla niej.
Aby zrozumieć ten proces, najpierw powiedzmy sobie trochę o meduzach tak ogólnie. Meduzy jakie znany nie są w pełni indywidualnymi organizmami, ale pływającymi formami morfologicznymi parzydełkowców. Formy osiadłe meduz, a raczej parzydełkowców, to polipy. Polipy są tak odrobinę protoplastami meduz, ponieważ meduzy powstają w wyniku strobilizacji lub pączkowania polipów. Możemy nieco porównać to do ludzkiego dzieciństwa, ale zamiast wrednego nastolatka będziemy otrzymywać pływającą narzędzia śmierci. Dobra, to zabrzmiało mroczniej niż miało.
No, tak czy inaczej, całą ideą dzieciństwa jest to, że nie da się do niego wrócić. Tak samo jest właściwie z polipami, chyba, że jakaś meduza przechytrzy biologię. Taka meduza jak na przykład Turritopsis dohrnii. Teoretycznie wszystko przebiega, jak trzeba, aż do czasu, kiedy (jeśli nie zostanie zjedzona lub zachoruje) nasz bohater dzisiejszego posta znajdzie się w sytuacji potencjalnego braku zasobów lub w meduziej starości. Może wtedy „zdecydować się” na proces transdyferencji, czyli dosłownie cofania się formowania tkanek. Następuje wtedy zanikanie typowych dla meduz struktur i tworzenie formy zazwyczaj podobnej do przetrwalnikowej cysty. Cysta opada następnie na dno i tworzy polipa, który w zupełnie zwyczajny sposób, jakby nic się nie stało, rośnie i rozrasta się – ostatecznie produkując kolejne meduzy. Choć oczywiście nie dochodzi do przeobrażenia się w tego samego osobnika, zachowana zostaje właściwie cała zawartość komórkowa nieistniejącej w danej chwili meduzy.
W ten niezwykły sposób, cały organizm może nieskończenie przechodzić cały proces ponownie i ponownie, potencjalnie w swoich rękach (mackach) trzymając receptę nieśmiertelności.
Mam nadzieję, że chociaż ze mną się nią podzieli. Mogłabym wtedy prowadzić Odjechane zwierzątka do końca świata!

Autor: Peter Bryant

Opublikowany wOdjechane okazje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *